Wyrok na podpalacza z OPN
(PAP) Na karę 1,5 roku pozbawienia wolności za podpalanie drzew w Ojcowskim Parku Narodowym skazał krakowski sąd Ryszarda B.
Orzekając karę izolacyjną sąd kierował się bezpieczeństwem lasu. Prokurator wnioskował o karę w zawieszeniu.
Wiadomość o wyroku przyjęto w OPN z zadowoleniem. "Po prostu odetchniemy" - powiedział dyrektor Rudolf Suchanek.
Seria podpaleń zaczęła się w 2000 roku. "Na początku myśleliśmy, że to zwykłe zaprószenia, ale pożary powstawały z dużą regularnością. Były takie tygodnie, że dosłownie co dzień pojawiał się gdzieś dym. Wszyscy czuwali. Odetchnęliśmy dopiero, kiedy zaczęły się deszcze" - powiedział dyrektor parku Rudolf Suchanek.
W październiku 2001 roku, w wąwozie Dzikowiec leśniczy zobaczył mężczyznę, który rozpalał chrust wokół drzewa. Mężczyzna zaczął uciekać, ale udało się go złapać. Okazał się nim zamieszkały w sąsiedztwie parku 43-letni Ryszard B.
Prokuratura na podstawie zebranego materiału dowodowego przypisała mu trzy podpalenia z początku października, w wyniku których zniszczonych zostało 26 drzew o wartości ponad 5,6 tys. zł.
Wszystkie podpalenia wyglądały tak samo: drzewa zapalały się od zgromadzonego wokół nich i podpalonego chrustu.
"W sumie zniszczonych zostało ponad 100 drzew, ale nie zdołaliśmy wszystkiego udowodnić. Gdyby pożary się rozprzestrzeniły, zagrożenie byłoby bardzo duże. Spłonąłby park i okoliczne zabudowania" - powiedział dyrektor Suchanek.
Oskarżony w śledztwie i przed sądem nie przyznał się do winy. W ogóle milczał, nie odpowiadał na żadne pytanie. Przed sądem powiedział: "To nie jest sąd a bezprawie. Wprowadza się fikcję". To były jego jedyne słowa w całym postępowaniu.
Sąd uznał, że zachowanie oskarżonego nacechowane było szczególnym natężeniem złej woli.
"Obok braku skruchy musiało to wpłynąć na wymiar kary" - wyjaśnił sąd.
Wyrok półtora roku bezwzględnego pozbawienia wolności nie jest prawomocny. Oskarżonemu przysługuje odwołanie.
|